się Harding, chwytając go za ramię. - Sin?

nieuchwytny. Rozumiała to, nie pojmowała tylko jego fascynacji sobowtórem Jennifer.
włochate psisko, zapewne cięższe od niej. Dzieciaki odjechały, bez słowa „przepraszam”, pies
rzeczy o tobie, RJ, o Jennifer, o waszym wspólnym życiu. Biedaczka, nie umiała trzymać
Niewidząca.
i krzywą kokardką we włosach, siedzi na kolanach matki.
– Cholera!
190
W akcie rozpaczy zajrzał za płot. Nic.
faceta. O wiele fajniejszego.
- Są inne ślady? - Nie, ale sprawdzamy pod paznokciami. Mamy nadzieję, że zaatakowała zabójcę wolną ręką, i znajdziemy naskórek do badań DNA. - Jak to się stało? Przecież miała coś z sercem, nie podłączyli jej do monitora? - Owszem, ale pielęgniarka, która czuwała w dyżurce, pobiegła do innego pacjenta. W pokoju 312 włączył się alarm. Przypuszczam, że nasz morderca wśliznął się tam, odłączył faceta od monitora, a gdy alarm zaczął piszczeć, wszyscy pognali do tamtego pokoju. Morderca zakradł się do Bernedy, wyłączył monitor i załatwił ją. Nie potrzebował wiele czasu. I tak już ledwo żyła. - Jej alarm się nie włączył? - Nawet nie pisnął. Był wyłączony, ale na pewno nie przez pielęgniarki. Ktoś wiedział, co robi. - Wspaniale - warknął. - A ten facet z 312? W porządku? - Ledwie zipie. Nic nie pamięta. Ale sprawdzamy też jego pokój i pytamy wszystkich z nocnej zmiany, co pamiętają, Jak dotąd nikt nic nie widział. Nic podejrzanego. - Czas zgonu? - Między trzecią piętnaście a trzecią dwadzieścia; to znaczy wtedy odezwał się alarm tamtego faceta. Kiedy pielęgniarki wróciły do dyżurki, było już po wszystkim. - A wcześniej? Została przyjęta chyba wczoraj. Może coś mówiła? Morrisette potrząsnęła głową. - Właściwie nie. Otworzyła wieczorem oczy i powiedziała coś niewyraźnie. Pielęgniarka nie mogła zrozumieć. Wydawało jej się, że pacjentka prosi o cukier. Ale to niemożliwe, przecież pani Montgomery miała lekką cukrzycę. - Lekką? - Nie brała insuliny. Pokojówka, Lucille, natychmiast się spakowała. Hannah, najmłodsza córka Bernedy, twierdzi, że pokojówka wybiera się do swej siostry na Florydę. Skoro stara wyciągnęła kopyta, to nic tu po niej. - Rozumiem, że nie jest blisko związana z rodziną. - Chyba nie, chociaż opiekowała się wszystkimi dziećmi. Z tego co zrozumiałam, dostanie część majątku. Reed przypomniał sobie detektywa Montoyę z policji w Nowym Orleanie. Twierdził, że córka Lucille zaginęła. - Wróci na pogrzeb? - Nie wiadomo. Dla mnie to trochę dziwne, ale przecież w tej rodzinie wszystko jest dziwne. Trudno nie zauważyć, pomyślał Reed. - Rodzina jeszcze tu jest? - W poczekalni. Pomyślałam, że zechcesz z nimi porozmawiać. - Porozmawiam. - Poszedł za nią korytarzem do poczekalni. Caitlyn, Hannah i Troy siedzieli zgarbieni na niewygodnych kanapach. Amanda stała obok doniczki z palmą. Wszyscy mieli twarze naznaczone bólem. - Mówiłam panu - odezwała się Amanda, gdy tylko wszedł - mówiłam panu, że tak będzie! - Siniak nad okiem przybrał kolor, którego w żaden sposób nie dało się zamaskować makijażem, ale poza tym nie było po niej widać żadnych skutków niedawnego wypadku. - Widzi pan, co się stało! - ciągnęła wzburzona. - Nasza matka nie żyje. Mój Boże, czy wy kiedyś złapiecie tego psychopatę?
– Robert Finley, znany jako Robbie. Barista w kawiarni za dnia, nocą – perkusista w
powodu, by uwierzyć, że Jennifer żyje.
miejsce zbrodni.
– Nie potrzebuję opieki, jasne? Mieszkam w tym domu niemal od urodzenia. Sporą z tego

nasze skromne spotkanie, milordzie.

– Cicho, Rufus!
przytomność, zachowywał się dziwnie, tylko że, niestety, O1ivia nigdy nie miała okazji, by z
mężczyznę. Tym razem jednak właśnie tak zrobiła, wbrew swoim zasadom. Doceniał jej

takiemu psychopacie chodzi po głowie? Przecież do niej wydzwania...

uwagę. By miał poczucie, że jest dla niej ważny.
Naraz poczuła ucisk w piersi, a pod jej powiekami wezbrały
się zdobyć choćby na przysłanie kondolencji, to nie chciała

skarciła się w duchu. Zakazanych. A ona uwielbiała ich zainteresowanie. Pragnęła go.

W końcu Federico zszedł do nich i stanowczo nakazał im
ktoś by od ręki przetłumaczył, ale biuro już
wyszeptała. Przez chwilę bała się, że go